|
Źródło: pomorska.pl

Po 16. kolejce emocje sportowe są na drugim planie. Na ustach kibiców jest Sławomir Kosmela z Krajny, który podczas meczu ze Startem Warlubie znieważył sędziego.
To była pierwsza odsłona rundy rewanżowej. Zadowoleni z tego z pewnością są piłkarze Flisaka Złotoria, którzy po zwycięstwie z Gromem Osie 1:0 awansowali na czwarte miejsce w tabeli i zakończą rok najwyżej z drużyn regionu toruńskiego. Dziesiąte zwycięstwo w sezonie nie przyszło jednak podopiecznym Macieja Broczka łatwo. Problemem była znowu skuteczność i dopiero po przerwie gola na wagę trzech punktów strzelił Łukasz Drwęga.
- To kolejny mecz z wieloma sytuacjami strzeleckimi, których długo nie mogliśmy wykorzystać - mówi trener Maciej Broczek. - Taki scenariusz w naszych meczach powtarza się od kilku tygodni, z minuty na minutę były większe nerwy. Nie wiadomo, jakby się to skończyło, gdyby nie czerwona kartka dla jednego z rywali. Wtedy dopiero po kontrze udało nam się trafić do bramki i potem już kontrolowaliśmy przebieg spotkania - dodaje szkoleniowiec.
Osianie ostatecznie pojechali do Złotorii. Trener Gromu miał duży problem z zestawieniem defensywy. Po poprzednim spotkaniu ubyli mu Michał Łytkowski (kartki) i Dawid Raszka (skręcone kolano). - W defensywie zagrał tylko jeden nominalny obrońca Łukasz Walda i do tego z kontuzją - informuje Włodzimierz Korecki. - Mimo tych problemów zagraliśmy fajny mecz. Flisak nie miał pomysłu jak nam zagrozić. To my powinniśmy objąć prowadzenie. Najpierw Igor Kucenko minimalnie przestrzelił obok słupka. Potem Igor przelobował bramkarza, ale obrońca zdążył wybić piłkę z linii bramkowej. Niestety, gospodarzom pomógł Michał Setlak, który za faul bez piłki otrzymał w 65. min. czerwoną kartkę. Rywale zdołali nam strzelić przypadkowego gola.
Flisak wykorzystał potknięcia Pomorzanina Toruń i Startu Warlubie, które straciły punkty i spadły za drużynę ze Złotorii. Zwłaszcza toruński zespół sprawił przykrą niespodziankę w Radziejowie, gdzie tylko zremisował z najsłabszą drużyną IV ligi. Start zresztą prowadził do przerwy, a honorowy punkt zapewnił Pomorzaninowi dopiero w drugiej połowie Wójcik.
W mieszanych nastrojach kończą jesień piłkarze Legii Chełmża. Z jednej strony udało się w pojedynku z Gopłem Kruszwica przerwać serię czterech porażek z rzędu, ale apetyty były większe. To był mecz dwóch sąsiadów w tabeli i gospodarze liczyli na komplet punktów, który oddaliłby ich od strefy spadkowej. Było blisko. Gospodarze od 70 minuty prowadzili 1:0. Już dopisywali sobie trzy punkty, gdy w trzeciej minucie doliczonego czasu gry goście doprowadzili do remisu. - Teraz trochę żałuję, że zdecydowałem się na zmiany przed końcem meczu, mogłem tym składem dograć do gwizdka. Zmiennicy nie poradzili sobie. Tracili sporo piłek i z tego wziął się rzut wolny, po którym Gopło wyrównało. Szkoda, że wcześniej nie wykorzystaliśmy choć jednej sytuacji, a mieli je Preis czy Łukasz Smolarz - mówi trener Jerzy Smolarz.
Efektownie z kibicami pożegnali się chełmnianie gromiąc po raz drugi beniaminka z Szubina. Na inaugurację w Szubinie Chełminianka wygrała 5:0. Teraz jeszcze bardziej upokorzyła beniaminka. - Założeniem na ten mecz było jak najszybciej strzelić gola - mówi trener Chełminianki Tomasz Guzek. - Udało się nam to w 14. min. Potem worek z bramkami rozwiązał się bardziej. Ten wynik jest najniższym wymiarem kary dla rywali. Kończymy rok w dobrych nastrojach. Udało się nam wysoko wygrać i awansować na 8. miejsce w tabeli.
Do 68. minuty spotkania pomiędzy sępoleńską Krajną a Startem Warlubie skazani na pożarcie gracze miejscowych niespodziewanie remisowali 2:2 z faworyzowanym zespołem przyjezdnym. Nastąpiła jednak feralna 68. minuta. Właśnie wtedy w środkowych rejonach boiska został sfaulowany Sławomir Kosmela. Wracając na swoją pozycję wymienił "grzecznościowe” uwagi z zawodnikiem gości, a ten runął na ziemię. Sędzia główny, odwrócony tyłem do całego zajścia, bez konsultacji z liniowym pokazał obrońcy Krajny czerwony kartonik, po którym na murawie zawrzało. Wzburzony zawodnik natarł na sędziego ciałem, a ten przerwał spotkanie i nakazał piłkarzom zejście do szatni.
- Gra aktorska jest wkalkulowana w piłkę nożną, ale to co pokazał piłkarz z Warlubia śmiało można nazwać teatrem jednego aktora - przyznał po meczu mocno załamany całą sytuacją trener Krajny Maciej Lipiński. - Sędzia w tym przypadku powinien się zachować inaczej. Między piłkarzami doszło do kontaktu, ale nie był to faul na czerwoną kartkę. Tym bardziej, że sędzia nie widział całego zdarzenia.
- Zaskoczeniem było to, że swojej decyzji nawet nie skonsultował z liniowymi. Na meczu obecny był obserwator, nie wiem co widział i co opisał w zdarzeniu. Musiał jednak zauważyć beznadziejne sędziowanie arbitra i błędne decyzje podejmowane od początku spotkania. Do 68. min. mecz był wyrównany, ale obie ekipy miały ochotę na strzelenie decydującego gola. Skończyło się remisem, ale zdaję sobie sprawę z tego, że w czwartek mecz zostanie zweryfikowany na naszą niekorzyść - zakończył Maciej Lipiński.
Warto zaznaczyć, że Krajna wystosowała do okręgowego związku prośbę o przesunięcie terminu rozegrania meczu ze Startem na wiosnę, w związku z zdekompletowaniem składu przez liczne kontuzje. Wniosek został zdecydowanie odrzucony. Na boisko wybiegł więc m.in. kontuzjowany Vladimer Erkvania. Spotkanie od samego początku było wyrównane. Prowadzenie miejscowym dał Łukasz Nowak. Potem co prawda dwa gole padły po strzałach gości, ale tuż przed przerwą wyrównał Adam Żywicki. To jednak okazało się mało ważne, bo nadeszła 68. minuta.
Mecz został przerwany w 68. min. Zawodnik gospodarzy Sławomir Kosmela, po otrzymaniu czerwonej kartki, wdał się w dyskusję z sędzią. I go odepchnął. Urażony arbiter zakończył zawody. Start zapewne otrzyma trzy punkty walkowerem. - Szkoda, że tak się stało, bo lepiej wygrać na boisku - uważa trener Startu Mariusz Gralak. - Trzeci gol dla nas był kwestią czasu. Przed tym incydentem mieliśmy dwie świetne okazje. Ogólnie mecz był ciekawy, z okazjami z obu stron.
|